T+A klasa D

Czy klasa D może zagrać równie dobrze jak urządzenia high-end?

Tradycja
Wszystko ku temu zmierza, ale tradycyjnie rozumiany high-end to nadal wzmacniacze lampowe, tranzystorowe lub ich hybrydy. Obecnie działania konstruktorów i projektantów oraz decyzje producentów nie dopuszczają do świata top-high-end konstrukcji w klasie D. Nawet biorąc pod uwagę płynność granicy pomiędzy klasami sprzętu decydujący może być tu opór klientów. High-end to swego rodzaju tradycja, której fundamenty opierają się tradycyjne konstrukcje: duże, masywne, zazwyczaj prądożerne, zbudowane wg. Utartych schematów. Większość urządzeń w klasie D przeczy tym standardom.

Dźwięk
Urządzenia w klasie D wygrywają w pomiarach i efektywności. Trwa jednak dyskusja o aspektach, które daleko wychodzą poza pomiary i nie biorą pod uwagę największych zalet tych konstrukcji: energooszczędności, szerokorozumianego śladu węglowego, neutralności i dynamiki. Jednak osoby oceniające dźwięk biorą pod uwagę aspekty, które wydają się dla klasy D obecnie niedostępne: bogatszą średnicę, bardziej organiczne brzmienie wokali, specyficzna plastyka dźwięku. W zależności od osoby, cech tych może być więcej lub mniej. Nie brakuje też opinii, że tani wzmacniacz w klasie D może grać przeciętnie, dobrze lub bardzo dobrze, a dobrze zaimplementowany Purifi czy Hypex może już konkurować z bardzo drogim high-endem.

Dylemat
Nie brak też opinii, że najlepsze wzmacniacze klasy D potrafią dziś dorównać referencyjnym konstrukcjom tranzystorowym, a w niektórych aspektach nawet je przewyższyć. Z lampami sprawa jest bardziej złożona, bo często chodzi nie o wierność, lecz o określony charakter brzmienia – czyli ten aspekt, który klasa D rozwiązuje w sposób nieomal ostateczny. Szukając technologicznego optimum oferuje zatem znakomitą kontrolę basu, bardzo niskie zniekształcenia, ogromną dynamikę, wysoką rozdzielczość, brak wpływu obciążenia kolumn – problemem pozostaje jednak wartość niemierzalna – charakter brzmienia.

Przyszłość
Zaawansowane procesory DSP mogą obecnie w bardzo wiarygodny sposób emulować wiele cech lampowego wzmacniacza. W profesjonalnym świecie studiów nagraniowych rozwiązania te stosowane są od lat. Problemem nie jest zatem technologia, lecz specyfika rynku hi-fi oraz przyzwyczajenia jej klientów. Wielu audiofilów, którzy decydują się na zakup urządzeń lampowych, chcą mieć prawdziwe lampy, a nie cyfrową symulację ich zachowania. Paradoks świata audio polega na tym, że przez dziesięciolecia inżynierowie walczyli o usunięcie zniekształceń, a gdy im się to udało, część słuchaczy zatęskniła za tymi najprzyjemniejszymi. To trochę jak z fotografią: współczesny aparat jest technicznie lepszy od starego filmu analogowego, ale wielu ludzi nadal lubi charakter i niedoskonałości kliszy.